-Mamooooo, mamoooooooo boli mnie nóżka- wyrywam się ze snu, jest może jakaś 4.30. Po omacku szukam olejku kamforowego, który zawsze w takich sytuacjach działa jak prawdziwa czarodziejska maść, czary mary i zaraz nóżka przestanie boleć, śpij mój mały kotku, jeszcze do wstawania mamy trochę czasu. Nie udaje mi się zasnąć, wpadam w taką dziwną drzemkę, na wpół śnię, na wpół dalej jestem obecna tu w pokoju naszego królewicza, skulona na wersalce stojącej koło jego łóżeczka. Zastygam w tym dziwnym nieśnie do siódmej, kiedy czas wstawać, budzić ciało i zmysły. Kolejny dzień w biegu, gotowi do startu: start.-Mamo, chcę kanapkę, taką z szynką, ale powycinaj mi w kształty, taki wiesz, trójkąt, koło i kwadrat, zaraz ci pokażę, w mojej książce, gdzie jest moja książka, mamoo, możesz mi poszukać?- Przez moment chcę wytłumaczyć, że wiem o jakie kształty chodzi, nie muszę po raz setny oglądać 4 stron z obrazkami, ale się powstrzymuję, bo wiem, że to dla niego ważne, musi być pewien, że zrobię wszystkie, że nie zapomnę o rombie i księżycu. No dobra kanapki powycinane, księżyc jak zwykle mi nie wyszedł, mogę iść umyć głowę. Głowa zwisa w wannie, woda zagłusza: - mamoooo, a kto mnie dziś odbiera? Tata? A czemu tata? Musisz iść do pracy mamo? Będę tęsknił, ale ty przyjdziesz za trzy godziny tak? Za trzy godziny? Ten kto wymyślił pracę na zmiany powinien smażyć się w piekle, ba mam nadzieję, że się smaży. Średnio 10 dni w miesiącu widuję moje dziecko tylko rano i przez 10 minut wieczorem. Tęsknimy obydwoje, ja pracując i wykonując śmiertelnie nudne, monotonne zadania, a on kiedy po powrocie z przedszkola odkrywa, że mnie nie ma. Dzwonimy do siebie i zazwyczaj pada z moich ust, że przyjdę za trzy godziny, wiem, że to dla niego niezrozumiałe, nie ma przecież rozeznania w czasie, pewnie te trzy godziny to wieczność, a dla mnie chwila, ale jednak o wiele dłuższa niż te spędzone razem. Jak mama wróci to jeszcze coś ci poczyta, jeszcze zaśpiewa kołysankę, a jutro, jutro mój drogi ja cię odbiorę i pójdziemy na plac zabaw, na lody, będziemy wracać do domu dopiero jak zacznie się szarzeć, będziesz mógł zadawać tryliardy pytań, a ja postaram się odpowiedzieć na każde twoje dlaczego? i po co?. Bo po to jestem, po nic innego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzień matki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzień matki. Pokaż wszystkie posty
środa, 25 maja 2016
wtorek, 27 maja 2014
12
Wczoraj był Dzień Matki, na blogach, które określa się jako parentingowe, aż huczało w tym temacie. Dla mnie od dwóch lat to dzień szczególny, chociaż każda mama przyzna, że kiedy jej dziecko się uśmiecha, a dzieje się tak zapewne praktycznie codziennie to obojętne jest czy to maj czy grudzień, w jakimś sensie jest to także dzień matki. Mamą zostaje się na całe życie. Ostatnio zupełnie przez przypadek dowiedziałam się, że moja nauczycielka niemieckiego straciła kilka lat temu swojego syna, po pięciu latach walki z guzem mózgu odszedł, zostawiając żonę i dziecko, ale także swoich rodziców. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Spodobał mi się fakt, że S. mówi zawsze, że ma dwóch synów, nie używa czasu przeszłego, bo w jej sercu zawsze będzie dwóch. Opowiadając te smutną i niestety prawdziwą historię powiedziała, że to też część życia, z którą człowiek musi się pogodzić. Bardzo ją za to podziwiam. Podziwiam też moją mamę, która straciła dwójkę dzieci. Nie było mnie wtedy jeszcze na świecie, ale domyślam się, że nie było jej łatwo i jednocześnie bardzo podziwiam ją, że sobie tak świetnie poradziła i nasza trójka wychowała się w atmosferze przepełnionej radością życia, a nie smutku i rozpamiętywania. Za co z okazji wczorajszego święta chciałabym jej serdecznie podziękować, tak oficjalnie, na blogu, bo wiem że czyta (uśmiech).
P.S. postanowiłam, w każdym poście dodać jakiś link, albo napisać czemu aktualnie poświęcam swoją uwagę. Czytam teraz "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator i Marcin ciągle pyta mnie czemu tak czytam i czytam, co oznacza, że książka jest bardzo wciągająca. Jak skończę to nagryzmolę recenzję na lubimyczytac.
Zaglądamy po sąsiedzku (Olga i Janek też mieszkają w Berlinie) na bloga cojanekzrobil,
Polecam!
P.S. postanowiłam, w każdym poście dodać jakiś link, albo napisać czemu aktualnie poświęcam swoją uwagę. Czytam teraz "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator i Marcin ciągle pyta mnie czemu tak czytam i czytam, co oznacza, że książka jest bardzo wciągająca. Jak skończę to nagryzmolę recenzję na lubimyczytac.
Zaglądamy po sąsiedzku (Olga i Janek też mieszkają w Berlinie) na bloga cojanekzrobil,
Polecam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)