Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca w niemczech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca w niemczech. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

55 (lato)

Hej ho! Tyle się działo przez ostatnie dwa miesiące, że nie wiem od czego zacząć. Może od informacji, że wszyscy zdrowi. To zawsze dobra wiadomość. Połowa maja i cały czerwiec upłynęły mi pod znakiem warsztatów z projektowania ubioru, które miałam zaszczyt prowadzić dzięki współpracy z agitPolska. Przygotowanie wykładu, materiałów, prezentacji itd. pochłonęło mnie dokumentnie, nie miałam czasu ani na towarzyskie spotkania, ani na śledzenie mistrzostw piłki nożnej, a każdą wolną chwilę starałam się spędzić z zadającym coraz to bardziej skomplikowane pytania Młodym. O efektach napiszę na mojej tworzącej się z mozołem stronie internetowej, oczywiście będą też zdjęcia.
Nawet nie wiem kiedy zaczął się lipiec i okres wakacji, który w mojej pracy jest okresem najgorętszym i co za tym idzie najbardziej stresującym. Przez ostatnie tygodnie trudno mi  było się skupić na pracy, bo w perspektywie rysował się pierwszy, prawdziwy, wyczekiwany jak deszcz w czasie suszy u r l o p. Tutaj powinnam nadmienić, że właśnie piszę z Chorwacji, która trzy lata po wejściu do Unii postanowiła dostosować swoje ceny do tych unijnych, a nawet je przewyższyć. Oprócz tego, że jest (jakby to powiedziała moja babka) pieruńsko drogo, jest też całkiem przyjemnie. Jak to określiła znajoma, która jest tutaj z nami relacjonując komuś pobyt przez telefon: "no co tu robimy, na plaży siedzimy, jeździmy codziennie na inną, plaża taka, plaża sraka, śmaka i owaka". To zdanie oddaje idealnie sposób w jaki spędzamy tutaj czas. Oprócz tego jest tutaj całkiem ładnie. Sami zobaczcie: 












Do usłyszenia!






czwartek, 31 grudnia 2015

52 (podsumowanie mamazonkowego 2015)

Witam Was z krainy urlopu,który musiałam wziąć w zasadzie przymusowo, ponieważ w okresie między Świętami Bożego Narodzenia, a Nowym Rokiem przedszkole Młodego jest zamknięte. A zatem siedzimy sobie w domu i spędzamy miło czas.
Wczoraj odwiedziła nas Natalia,moja koleżanka ze studiów, która uprawiając dosyć nietypowy zawód modelki żyje wciąż na walizkach i w okresie świątecznym wpada do Berlina odwiedzić swoją babcie, nigdy też nie zapomina o odwiedzinach w naszych skromnych progach. Słuchając jej relacji o tym co robiła i gdzie była przez ostatnie pół roku (ostatnio widziałyśmy się w czerwcu) przyszło mi do głowy Ależ ja mam nudne życie i przed oczami przeleciał mi 2015, który ostatnimi czasy kojarzy mi się tylko i wyłącznie z pracą. W zeszłym roku pisałam o tym jak w planach mam szukanie stażu i stałego zajęcia. Plany zostały zrealizowane, chociaż możne nie do końca zgodnie z planem, hehe. Staż udało mi się odbyć już na początku roku,a to za pomocą uprzejmości małej firemki Maiami. Miałam tam okazję podglądać jak powstaje kolekcja, a także porobić trochę sampli i pomóc w przegotowaniach książki zamówień. Niestety staż był bezpłatny, a z powodu nowych regulacji prawnych osoba z wyższym wykształceniem nie może odbywać bezpłatnego stażu dłużej niż miesiąc. (Państwo Niemieckie próbuje w ten sposób nakłonić pracodawców do chociaż minimalnego wynagrodzenia dla pracowników "uczących się". Oczywiście efekt jest taki, że na staż przyjmuje się teraz tylko studentów, ponieważ ich ten przepis nie obowiązuje). Swoją drogą, dłużej niż miesiąc za 0 Euro raczej bym tam nie siedziała, chociażby z tego względu, ze mam dziecko na utrzymaniu dlatego też zaraz po praktykach zabrałam się za szukanie pracy. Trochę mi zeszło, bo bardzo chciałam znaleźć coś w zawodzie, co w Berlinie graniczy z cudem, bo to raczej miasto start-up'ow i freelancerow, niż firm odzieżowych. Po trzech miesiącach moja desperacja sięgnęła zenitu (jestem niecierpliwa, wiem) i doszłam do wniosku że lepiej będzie robić cokolwiek niż dalej stać w miejscu. Do takiego wniosku doszłam też odczuwając, że mój niemiecki po kilku miesiącach braku kontaktu z ludźmi mocno zubożał, a nie po to siedziałam prawie 1,5 roku na kursie żeby obrócić cały swój wysiłek w nicość. I w ten oto sposób znalazłam się w firmie Henry Bay Fashion, gdzie w sprzyjających okolicznościach przyrody przeszłam od maja do września od roli sprzedawcy po rolę menagera sklepu. Firma, czy raczej marka odzieżowa dopiero raczkuje na rynku, a ja staram się, w miarę możliwości uczyć rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Mam nadzieję, że w przyszłości te wiedzę wykorzystam, a poza tym mam bardzo fajny Team, składający się z trzech przesympatycznych dziewczyn.
Poza pracą nie działo się u nas nic wyjątkowego, co zapewne zdążyły odnotować osoby śledzące tego bloga. Cieszymy się zdrowiem i spokojem, myślę, że na razie więcej nam nie trzeba. 2016 będzie bogatszy w podróże małe i duże (mamy już kilka w planie), wracam też do tematu rekonstrukcji piersi, ale o tym opowiem Wam innym razem, a dziś życzę Wszystkim super zabawy no i przede wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku!




poniedziałek, 26 stycznia 2015

35 (z a b i e g a n i e)

Tak wiem, słaba ze mnie blogerka, skoro przy większej ilości obowiązków nie jestem w stanie tutaj zaglądać. No dobra, może i jestem, ale żal mi czasu, który od ponad dwóch tygodni dzieli się u mnie na biegi. A to biegnę sobie do przedszkola, a to do tramwaju, żeby zaraz pobiec do metra i wybiec z niego do studia, gdzie mogę usiąść, ale tam dla odmiany biegnie czas, dwa razy szybciej niż zwykle. Jestem na praktykach, które szczerze robię tylko i wyłącznie po to, żeby w moim CV pojawił się jakiś zawodowy ślad pobytu w Niemczech. Żałuję, że te praktyki nie przerodzą się w pracę (tak zazwyczaj tutaj bywa) jednakże to nie ta branża, nie te pieniądze etc, by mieć na to nadzieję. Dalej muszę sobie radzić sama. Szukam więc dalej, przekopuję internet i moją głowę, bo w niej kłębi się od wątpliwości. Czy iść robić cokolwiek, czy może zacisnąć zęby i brnąć w to co się zaczęło? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, nie zmienia to jednak faktu, że zasobność mojego portfela wskazuje na pierwszą z możliwości. Na tym etapie mojego jakże malowniczego życia potrzebuję jakiegokolwiek zajęcia byleby nie siedzieć na dupie w domu, bo jak się siedzi to się myśli o przeróżnych rzeczach, a mnie takie myślenie nie prowadzi w żadne dobre miejsce. Rodzice pewnie będą zwiedzeni, że nie staram się zrobić oszałamiającej kariery po tym jak łożyli na moją super-drogą edukację, ale muszę jeszcze chwilkę zaczekać, najpierw muszę stanąć na nogi, żeby dalej móc myśleć o spełnianiu marzeń, a wierzcie mi, że kilka mam. Tyle mam na głowie, że zapominam o najważniejszym, czyli zdrowiu. Powinnam w tym miesiącu mieć kontrolę, której nie zrobiłam, bo nie mogę dodzwonić się do lekarza, który chciał podpiąć mnie pod jakiś specjalny program dla młodych bez cycków. Może uda mi się tym zająć w lutym, jak sobie przypomnę. Muszę też wrócić do tematu rekonstrukcji II, ale obiecałam sobie, że tym się zajmę, kiedy inne rzeczy się poukładają. Dziwnie zaczyna się ten rok, ale może wszystko wkrótce znajdzie swoje miejsce. Tego bym bardzo chciała i sobie życzę. 
Idę spać, biegnę więc do łóżka. 

P.S. dla ciekawskich i chcących wiedzieć co robię na praktykach takie oto zdjęcie, które oddaje także moje samopoczucie: